26.11.18

Boże Narodzenie coraz śmielej puka do naszych drzwi. Krzykliwe reklamy idealnych prezentów, okolicznościowe gazetki to już tradycja. We wrocławskim terminarzu zdarzają się imprezy, które nie potrzebują aż takiego nagłośnienia. Do nich zalicza się niewątpliwie Jarmark Bożonarodzeniowy.
Jarmarki Bożonarodzeniowe. Jedna z wielu świątecznych tradycji przyjęta z zachodu. W odróżnieniu od Halloween, czyli cukierek albo psikus, akceptowana przez wszystkich. Dolnoślązacy przekraczający umowne wejście, już od progu czują magię świąt. Prawdziwą. Tegoroczna edycja rozpoczęła się już w ten piątek i potrwa do końca grudnia. Moje pierwsze, ale nie ostatnie, odwiedziny były w tę sobotę.
Plac na rynku jest pełen ciepła. Zamienia się w miejsce, w którym chcesz spędzić mnóstwo czasu, z rodziną i przyjaciółmi pijąc grzane wino albo gorącą czekoladę  z okolicznościowych dzbanuszków przypominających but Świętego Mikołaja lub jak kto woli Gwiazdora. Czy to nie jest najcenniejsza wartość? Radość dziecka słuchającego bajki z głośników. To czujesz indywidualnie. Ciepło jest w środku. Wartość? Bezcenna. Spacerując alejkami, drewniane domki namawiają do zakupu, ale nic na siłę. Spora część mieszkańców i przyjezdnych po prostu patrzy i wchłania. W tle słyszysz subtelne dźwięki kolęd, oraz piosenek świątecznych. Wszystko delikatnie się uzupełnia. Tworzy całość. A Ty, nie chcesz opuszczać jarmarku, pomimo coraz większego zimna, malowanego na policzkach. Minus, cóż ceny towarów. Ale przecież nie one są najważniejsze. Znacznie ważniejsza jest symbolika miejsca.

tekst Ewa Leśniak
ilustracja Krzysztof Ziobro