07.05.18

Majówkowo

 

Wyjazdy na łono natury, grillowanie, koncert czy jeszcze coś innego. Pomysłów na spędzenie długiego majowego weekendu jest mnóstwo. Osobiście od kilku lat spędzam te wolne dni na „3 majówce” i rozpoczynającym ją „Gitarowym Rekordzie Guinnessa” na wrocławskim rynku. Impreza rozsławiona na cały świat sprawia, że pierwszego maja do stolicy Dolnego Śląska przyjeżdżają pasjonaci instrumentu strunowego zarówno z zagranicy jak i Polski, a pośród nich znani i lubiani muzycy. Nie inaczej było i tym razem, choć towarzyszyły mi inne emocje. Nie tylko, dlatego, że podczas piętnastej edycji „święta gitary” utwór „Hey Joe” Jimmy’ego Hendrixa zagrało wspólnie 7411 gitarzystów, co ponownie pozwoliło wpisać Wrocław do słynnej księgi rekordów. Radość była większa, ponieważ wśród osób biorących czynny udział w wydarzeniu byli moi znajomi. Zaraz po ogłoszeniu oficjalnych wyników wspólnie udaliśmy się na „najlepszy festiwal w mieście”. Całość odbywała się niemal równocześnie na dwóch scenach umiejscowionych na pergoli oraz w Hali Stulecia. Na organizacje całości oraz pogodę zdecydowanie nie mogliśmy narzekać. Słońce świeciło, chwilami było nawet za gorąco. Trzeba przyznać, że w trakcie trzech dni imprezy każdy znalazł coś dla siebie, przekrój muzyczny był różnorodny. Od Rockowego Perfectu po Alternatywnego, bardzo popularnego ostatnio Korteza. Pomiędzy nimi Coma, Happysad, Kult, Percival, Krzysztof Zalewski, Ralph Kamiński, Dubioza Kolektiv z bałkańskimi rytmami i wielu innych. Mnie najbardziej w tym roku do gustu przypadł solowy występ Michała Jelonka i Perfectu, choć Kortez ze swoją dozą tajemniczości też dał się zapamiętać.

Ewa Leśniak